Nowy odcinek w każdy czwartek o godzinie 20:00. Tego nie można przegapić. Natalia mieszka z mężem w słonecznej Arizonie, jej pasją jest latanie i o wszystkim postanowiła nam opowiedzieć w social mediach. Na instagramie obserwuje ją ponad 120 tysięcy fanów. A to dopiero początek!
Cześć kochani, witam Was z pięknej, słonecznej Arizony. Tutaj właśnie mieszkam. Jestem Polką, która 11 lat temu wyjechała z Polski.
I tak się moje życie potoczyło, że wyjechałam za przygodą, za marzeniami. Najpierw na antypody, potem stamtąd wyjechałam do Stanów. No i jestem tutaj, mam męża Polaka.
Jestem pilotką, chociaż tego słowa za bardzo nie lubię. Wolę słowo pilot. Pracuję jako pierwszy oficer na samolocie Airbus A320 i A321.
Długo dojrzewałam do tego, żeby otworzyć ten kanał na YouTube, ponieważ już rok czasu prowadzę social media. Na Instagramie mam konto. Założyłam je kilka lat temu, ale tak dopiero rok temu zaczęłam więcej wrzucać i właśnie jak zostałam pierwszym oficerem.
W rok czasu przybyło mi ponad 100 tysięcy osób. Dostałam masę różnych pytań i naprawdę polubiłam robić content. Stwierdziłam, że brakuje mi takiego miejsca, gdzie mogę trochę więcej z wami porozmawiać, mam więcej interakcji, więcej czasu na takie właśnie wideo w dłuższym formacie.
No i jestem. W końcu to miejsce jest. I mam nadzieję, że będę czerpała z tego tyle radości, ile czerpię cały czas z Instagrama.
Naprawdę gorąco was zachęcam do tego, żebyście subskrybowali ten kanał, dlatego że będę wam pokazywać rzeczy, których nie znajdziecie nigdzie indziej. Po prostu życie kobiety, która wyjechała za marzeniami i tak naprawdę właśnie pochodzę z takiej małej miejscowości w Polsce. W Wielkopolsce.
I nie uważam się za nikogo wyjątkowego. Co uważam natomiast, to jestem osobą wyjątkowo zdeterminowaną. Zawsze taka byłam.
Jestem strasznie uparta. Jak sobie coś postanowię albo o czymś zamarzę, to nie odpuszczam i walczę do końca. Spotkałam na swojej drodze wiele osób, które mi po prostu mówiło, że w jakiś sposób ich zainspirowałam.
Byłam przez kilka lat instruktorką lotniczą. Zanim zaczęłam pracę jako pierwszy oficer w liniach, to pracowałam jako instruktorka. I wielu moich uczniów mówiło mi, że na początku nie byli pewni, czy chcą zostać pilotami, czy traktują to jako przygodę, czy podołają temu wszystkiemu, ale latanie ze mną pokazało im, jak czerpać z latania radość i jak przerodzić to w pasję.
Mieszkam w pięknej Arizonie. Miejsce, które w lato jest piekielnie gorące, a zimą mamy najpiękniejszą zimę na świecie. Naprawdę, gdybym mogła spędzać tutaj tylko jesień, zimę i wiosnę, to na każde lato ulatniałabym się w pełni.
Od maja wracałabym dopiero w październiku. Uważam, że te miesiące trzeba po prostu przetrwać, ale słuchajcie, aktualnie mamy sierpień i jest środek południa, jestem w cieniu, jestem w stanie oddychać. Tylko tyle.
Dlatego, że nawet nagrywając ten materiał, telefon mi się przegrzewa i będę musiała stworzyć sobie w domu takie mini studio. Aktualnie mam pozasłaniane wszystkie żaluzje, więc oświetlenie mam w domu kiepskie, ale stworzę sobie takie studio za jakiś czas. Nie będę musiała tutaj się topić na tym upale.
Dlaczego to miejsce? To jest jedna z tych rzeczy, która zadziała się w moim życiu całkiem przypadkiem i nie ma żadnego wytłumaczenia. Jedyne wytłumaczenie, które mi przychodzi do głowy, to po prostu mieszkaliśmy z mężem w Oregonie, tam się poznaliśmy, robiliśmy tam trening lotniczy. On był jednym z niewielu Polaków, których wtedy poznałam w Oregonie.
I zdecydowaliśmy, że żeby szybciej wylatać godziny, które potrzebowaliśmy wówczas do tego, żeby w przyszłości aplikować do linii lotniczych, wyjedziemy do Arizony. W Arizonie pogoda jest cały rok, nie musimy się martwić, że jesienią zaczną się mgły, tak jak to było w Arizonie, nie będziemy mogli latać, a jak się zrobi pogoda, to wtedy wszyscy będą chcieli wypożyczać samoloty i nie będzie żadnych samolotów dostępnych. Tych problemów w Arizonie nie będzie.
Wiedzieliśmy o tym, że tutaj jest gorąco, ale w zasadzie tylko tyle. Ale nadal w te upały, wcześnie rano albo w nocy, późnym wieczorem, da się latać. Więc dla nas to było wtedy najważniejsze.
Nigdy nie myśleliśmy, że tutaj kupimy dom, że tutaj założymy rodzinę, że tutaj nasze dziecko pójdzie do szkoły. O tych rzeczach kompletnie nie myśleliśmy. No ale okazało się, że ta Arizona jest naprawdę pięknym miejscem, że tam się tutaj bardzo spodobało, że poznaliśmy ogromną Polonię, bardzo taką fajną Polonię, z którą się zżyliśmy.
Mamy tutaj niesamowitych przyjaciół i mamy też świetną bazę, dlatego że mieszkanie w bazie, kiedy jesteś pilotem w Stanach, jest niesamowicie ważne. Słuchajcie, na początku, jak jesteście pilotami, pierwszymi oficerami, no nieważne, kapitanami tak samo, bo zaczynamy, wszystko jest tutaj zależne od seniority, czyli jak długo pracujemy w danej firmie. Na samym początku jesteśmy na tak zwanym, no na takiej najniższej pozycji i dostajemy najgorszy, można powiedzieć, grafik.
Najgorszy to znaczy, że jesteśmy na rezerwie i bardzo często to jest rezerwa poza bazą, czyli nie w miejscu, w którym mieszkamy. Musimy czekać na daną bazę. Więc ja na samym początku mieszkałam w Denver przez jakieś 7 miesięcy i to była katastrofa.
Musiałam dolatywać na rezerwę, a rezerwa to znaczy, że nieważne czy latam czy nie, ja tam muszę być fizycznie i rezerwy też mamy long call, short call, oczywiście na samym początku dostajemy ten short call. Więc jak się to wszystko robi w miejscu, w którym się mieszka, to jest taki game changer i ja właśnie doceniłam wtedy Phoenix, Arizonę i jakby zobaczyłam, jak ogromna jest różnica, ile ja czasu spędzałam z rodziną mieszkając w Denver, a ile czasu spędzałam z rodziną mieszkając w Phoenix. Więc te wszystkie rzeczy sprawiły, że zdecydowaliśmy się zapuścić tutaj korzenie na dłużej i pokochaliśmy Arizonę.
Więc dlatego Arizona. A czy tutaj zostaniemy, jak długo tutaj zostaniemy i czy tutaj zostaniemy na zawsze? Nie wiem tego, naprawdę nie wiem. Ja jestem otwarta na to, co mi życie przyniesie i jakby żyję tą zasadą nigdy nie mów nigdy.
Na razie jest mi tutaj bardzo dobrze, dobrze jest tutaj w mojej rodzinie. Zobaczymy. Słuchajcie, zanim wyjechałam do Australii, zanim wyjechałam do Stanów, zawsze byłam tą osobą, która musiała obejrzeć wszystkie dostępne filmiki na ten temat, która robiła research w social mediach, czytała różne vlogi i niesamowicie mi to pomogło właśnie przy wyborze szkoły lotniczej.
Pomogło mi w to takiej motywacji. Pewnego dnia podjęłam tą decyzję, że chcę być pilotem. Byłam wtedy w Australii, latałam na szybowcach w Australii.
Nie miałam pojęcia, jaka jest różnica między szkoleniem w Europie i jaka jest różnica między szkoleniem w Stanach. Znalazłam wtedy bloga polskiego pilota, który się w Stanach szkolił i dzień po dniu opisywał, co tam przeżywał, jak wyglądał cały proces, przez co przechodził i to było tak niesamowicie pomocne. Potem, po czasie, stwierdziłam, że jeśli kiedyś tą całą drogę przejdę, to też się tym podzielę.
Dlatego, że to uchroni ludzi przed popełnianiem wielu błędów i sprawi, że będą mieli doświadczenie, zanim jeszcze tego sami doświadczą. Także jest to, moim zdaniem, niezwykle pomocne. I dlatego chcę to robić.
Mój mąż jest też pilotem, ale taka jest różnica, że teraz ma grafik, ja jestem na rezerwie, ja latam znacznie mniej od niego. Gdybym latała tyle, co on, to prawdopodobnie nawet nie miałabym czasu na social media. Taka jest prawda.
Ale on ma taką ambicję, że chce być niedługo kapitanem, więc potrzebuje bardzo dużo godzin doświadczenia, więc dlatego tak dużo pracuje, a ja chcę robić to wolniej, mieć z tego bardzo dużo radości i nie chcę czuć tej presji, że muszę być za chwilę kapitanem, muszę więcej zarabiać. No, jak zresztą sami się dowiecie na tym kanale, zarobki kapitana są dwa razy większe niż pierwszego oficera, więc bardzo dużo ludzi na samym początku skupia się, żeby najwięcej tych rodzin nagromadzić i szybko robić upgrade. W Stanach upgrade można robić bardzo szybko, w naszych liniach to ludziom zajmuje jakieś dwa lata, tym bardziej, że mój mąż też ma już doświadczenie na odrzutowcach, zanim poszedł do tej firmy, zanim zaczął latać na Airbusie, latał na CRJ-u, więc ma jeszcze dużo doświadczenia z CRJ-a.
Moja praca to jest dla mnie spełnieniem marzeń i ogromna pasja. Ja kocham moją pracę. I kocham też, że pozwala mi jednocześnie się realizować w domu, bo ja zawsze marzyłam o tym, żeby mieć rodzinę.
Będę Wam opowiadać o początkach. Początki były koszmarnie trudne, naprawdę. To jak musiałam wyjechać na trening dwa razy, najpierw na trening do pierwszej linii lotniczej regionalnej, potem do kolejnej.
Nie było mnie w domu przez wiele miesięcy. Na początku, kiedy mieszkałam w Phoenix, bazę miałam w Denver, to były koszmarne początki. Nie wiedziałam sama, czy temu wszystkiemu podołam.
Mój mąż się spisał na medal. Dzięki niemu przeszliśmy przez to wszystko gładko i jakby on się wtedy centralnie skupił na naszym synku, na naszej rodzinie. Sam bardzo mało wtedy latał, był cały czas na rezerwie, ale… Szukałam wtedy kontaktu z innymi rodzinami, gdzie mamy dwójkę pilotów i mają dzieci, żeby dowiedzieć się od nich, czy to jest w ogóle możliwe.
Bo sama nie wiedziałam tego. Ale… No, z własnego doświadczenia Wam powiem, że jest to trudne, ale nie jest to niewykonalne. Jest bardzo dużo rzeczy, które sami możecie zrobić, żeby przez ten proces przejść łatwiej.
Ja Wam o tym wszystkim będę opowiadać na tym właśnie kanale i w tym miejscu. Także wszystkie… wszystkie te rzeczy, przez które przeszłam, wszystko, czego się nauczyłam, co z tym zrobicie, to Wasza sprawa, ale… Uważam, że może to wielu osobom pomóc. Ja nie mogę, normalnie zapowietrzyłam się, ja już nie mogę, po prostu jest tak gorąco.
Idziemy do domu. Musiałam już kończyć to nagranie w ogrodzie, dlatego, że jestem na rezerwie i otrzymałam telefon, że wysyłają mnie do San Diego na noc, a jutro pilotuję lot San Diego do Dallas. I co? Jestem na short call reserve, to oznacza, że przez 18 dni w miesiącu może firma do mnie zadzwonić od godziny 12.00 w południe do 10.00 i mogą mnie wysłać gdziekolwiek chcą, w Stanach.
Zazwyczaj jest tak, że jak mam 6-dniowy blog rezerwy, albo 5-dniowy, takie najczęściej proszę, to przez pierwsze 2 dni, 3 dni praktycznie nie dzwonią, zawsze gdzieś tam na koniec. Jak mi zostaną 2 albo 3 dni, dostaję wezwanie i muszę w 2 godziny wstawić się na lotnisko. Ja mieszkam trochę na północ od Phoenix, więc dojazd do pracy mi chwilę zajmuje.
Także zawsze jestem już gotowa do pracy. Nie chodzę po domu w mundurze, ale tym razem dostałam telefon znacznie wcześniej. Dostałam 4 godziny na wstawienie się, także miałam czas właśnie, żeby się wyszykować i jeszcze nagrać coś dla Was.
I to właśnie wygląda w ten sposób, że przez 18 dni jestem na tej rezerwie. Mam zawsze 12 dni gwarantowanych wolnych. W rzeczywistości dzwonią do mnie tak raz na jeden blog, czyli raz w tygodniu, czasami dwa razy w tygodniu.
Bardzo często robimy jakieś overnights, czyli gdzieś śpimy, jak już do mnie dzwonią. Ja jestem tak zwanym rescue crew, czyli jak ktoś zadzwoni, że jest chory, albo pilotom wyjdą godziny pracy, tak zwany time out, no to wtedy właśnie dzwonią do mnie i do jakichś kapitanów, którzy też są na rezerwie. Czy zawsze jestem na rezerwie? Nie, to zależy od tego, jaki grafik poproszę.
Rezerwa to są tak zwane grafiki można powiedzieć dla najbardziej junior pilots, ale ja nie jestem już najbardziej junior, jestem już dwa lata latam na Airbusie, więc mogłabym spokojnie prosić o normalny grafik, czyli normalne loty. Wtedy miałabym więcej gwarantowanych dni wolnych. Średnio u nas takie 75 godzin wylatujemy i to jest jakieś 12 dni pracy.
Ale jaka jest różnica? Jak jesteśmy na rezerwie, to no płacą nam za dyspozycyjność i za to, że w każdej chwili właśnie mogą nam przerwać ten spokój i możemy na przykład, nie wiem, no opalać się na basenie, a dostaniemy telefon, że trzeba iść do pracy. Ja się do tego przyzwyczajam. Dla mnie to, że muszę iść do pracy, bo do mnie zadzwonią, to nie jest jakieś wielkie zaskoczenie.
Staram się zawsze być na to gotowa i nie oddalać się nigdzie od domu, a korzystać, właśnie wyjazdy planować i korzystać z tych 12 dni, kiedy mam gwarantowane wolne. Ale dlaczego wybieram tą rezerwę? No właśnie dlatego, że mój mąż teraz dużo godzin potrzebuje, bo chce robić upgrade’a na kapitana. Ja chcę być w domu, bo synek zaczął szkołę i po prostu chcę się na nim teraz skupić, a moja pensja nie jest zależna od tego, ile wylata.
Mój mąż, pracując dużo więcej, zarabia dokładnie tyle samo, co ja w tej chwili. No, zarabia odrobinę więcej, dlatego że jest dłużej w firmie, a jest 3 lata, a nie 2, tak jak ja. Z każdym rokiem dostaniemy podwyżkę.
To o tym też będę mówić tutaj na kanale, jeśli Was to będzie interesowało, jak dokładnie to wszystko wygląda u nas. Ale no cieszę się, cieszę się, że przełamałam pierwsze lody i zrobiłam ten pierwszy filmik, no bo nie ukrywam, ale trochę było mi się ciężko do tego zabrać. Tym bardziej, że na Instagram byłam przyzwyczajona, na Instagramie byłam przyzwyczajona tego formatu, że robię jakieś zdjęcia, krótkie ujęcia, potem jak mam czas w hotelu, albo mam wenę wieczorem, to po prostu to sklejam.
A tutaj chciałabym być systematyczna i chciałabym zawsze dostarczać Wam taki większy format raz w tygodniu i muszę się do tego zorganizować i muszę sobie ten czas wygospodarować, ale myślę, że już go wygospodarowałam i już jestem w pełni na to gotowa, także naprawdę miło mi, że tutaj jesteście, że dobrnęliście do końca tego filmu i życzę Wam miłego dnia i do zobaczenia. Czekam na kolejne spotkanie z Wami. Nie zapomnijcie zasubskrybować mojego YouTube’a, no i czekam na Wasze komentarze, udostępnienia i jeszcze raz bardzo miło mi tutaj Was powitać i pożegnać jednocześnie.
Pa!









Dodaj komentarz